Podczas gdy dwa lata temu cały świat zachwycał się ich pierwszym albumem, ja stałem obok nieco sceptycznie nastawiony, jednocześnie zastanawiając się, dlaczego wszystko to wydaje mi się takie znajome. Niemniej kibicowałem temu tajemniczemu projektowi, zwłaszcza, że przede wszystkim stawiali na muzykę, nie pokazując własnych twarzy, co zawsze w jakiś sposób bardzo mnie intrygowało. Dziś jednak mam przed sobą nowy album i moje uczucia wracają.

Bardzo dobrze się bawiłem słuchając Don’t Kiss And Tell. Wymyśliłem sobie zabawę polegającą na „do czego to jest podobne.” I tak przez całą płytę naliczyłem mnóstwo inspiracji, mniejszych lub większych; począwszy od The Knife, Massive Attack, Son Lux, aż The Cure czy Röyksopp kończąc. I o ile na początku irytowało mnie to, że wszystko coś mi przypomina, to zdałem sobie sprawę, że ostatecznie jest to całkiem niezłe, a całość jest prawdopodobnie wymysłem mojej wyobraźni.

Niemniej kilka rzeczy może nadal sprawiać problem. Ten specyficzny, jakże twardy i kosmiczny wokal, który prowadzi nas w każdej stylizacji, może irytować w niektórych z nich. Szczególnie w tych, w których postanowiono zaserwować nam nieco przesterowane gitary, porzucając sterylne dźwięki elektroniczne. W tych drugich nasza tajemnicza wokalistka zdaje się czuć jednak absolutnie znakomicie. Zrozumiem jeżeli w ogóle nie będziecie fanami tego typu wokalu – albo się go kocha albo nienawidzi. Taka specyfika.

Jednego nie można odmówić – niepowtarzalnego klimatu, który pomimo swojej ogromnej surowości, ciężkostrawności w dźwiękach i wokalu, potrafi doszczętnie pochłonąć. DKAT to taka czarna dziura. Jeśli tylko będziemy w stanie wejść wystarczająco blisko horyzontu zdarzeń, zostaniemy pochłonięci i już nigdy się nie wydostaniemy. Problem występuje na początku, gdy człowiek musi się przełamać i przekonać do, jakże chłodnego i szorstkiego, świata muzyki spod ich szyldu.

Bardzo zmieniłem nastawienie do tego albumu w ciągu kilku odsłuchów. Chyba nie chciałem, aby właśnie takie zimne i industrialne dźwięki, okraszone niezbyt przyjaznym i prostym śpiewem mi się spodobały. Ostatecznie jednak przemogłem się i jest już znacznie lepiej. Nie idealnie, gdyż brakuje jeszcze większego wyczucia i dobierania dźwięków, aby nie atakowały tak różnorodnie i masywnie. Właściwie gdybym mógł wybrać soundtrack dla kosmosu, bardzo możliwe, że wybrałbym właśnie ich. Sandra Bullock powinna być zachwycona.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here