Curly Heads

Kiedyś chciałem mieć kręcone włosy, świetny głos i genialny styl pisania. Z tych trzech rzeczy nie mam żadnej, lecz jest ktoś, kto posiada dwa pierwsze składniki – Dawid Podsiadło. I to on wraz z równie kudłatymi kolegami postanowił ukazać się w nowej, agresywniejszej odsłonie. Nie ma pytań. Jest tylko odpowiedź: Tak, jest dobrze. Bardzo dobrze.

Można by się zastanawiać czy słyszelibyśmy o Curly Heads, gdyby Dawid pewnego programu muzycznego nie wygrał oraz czy ich styl byłby równie dobry. Nie ma jednak sensu tego robić. Musimy pogodzić się z tym i cieszyć się, że takie zespoły na polskiej scenie istnieją, bo nie mamy się czego wstydzić, a nawet powinniśmy być szalenie dumni, bowiem nowa płyta „kędziorków” to materiał klasy światowej, uderzający w najnowsze trendy i tendencje. Pomimo młodego wieku i niezbyt wielkiego doświadczenia panowie pokazali wielką klasę i muzyczną dojrzałość.

Nie spodziewałem się tak dobrze muzycznie skrojonej płyty. Na wymienienie zasługuje każdy – Oskar Bała wraz z Tomkiem Szulińskim na gitarze sprawnie robią co chcą, wychodząc z Dawidem na przemian na prowadzenie. Brzmi to czysto, uroczo, ale z momentami drapieżności, czasem nawet z użyciem prostoty – jak w HouseCall. Tomek Skuta na basie jest słyszalnie bardzo wyraźnie, co zawsze plusuje u mnie znacząco. Trzymany jest intrygująco i niemonotonnie. I oczywiście Damian Lis na perkusji – posłuchajcie sobie tytułowej piosenki i już będziecie wiedzieć, że to również jest ogromny talent.

A co robi Dawid? Dawid zaskakuje. Widzimy go w odsłonie, w jakiej nie dane nam było jeszcze słyszeć – drapieżnej, szalenie ekspresywnej, z wybuchami emocjami, wręcz krzycząc. I robi to bardzo dobrze. Używa swojego głosu rozmaicie, wzbogacając każdy utwór i nadając intrygujący rytm, przyśpiesza, zwalnia. Tutaj muszę wspomnieć o Ruby Dress Skinny Dog, który jest idealny. Będę się długo zastanawiał czy nie jest to najlepszy utwór polski 2014 roku. Łączy w sobie wszystko, czego można oczekiwać od alternatywnego rocka. Z pomysłem i świetnym wykonaniem. Nic nie jest za dużo, nic za mało. Sądzę, że samo Arctic Monkeys nie powstydziłoby się umieścić owy kawałek na swojej płycie, co chyba jest już dość sporą rekomendacją.

Jest to 11 utworów, które na pewno zamieszają polską sceną muzyczną, ale mam nadzieję, że nie tylko. Powtórzę to po raz kolejny – światowy poziom grania, z którego powinniśmy być szalenie dumni. Brawo. Naprawdę warto.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here