Daniel Bloom

Daniel Bloom, a właściwie Daniel Tomasz Borcuch, swoim debiutanckim producenckim albumem pokazał najwyższy poziom elektroniki. Zapraszając do projektu ciekawych artystów polskiej sceny alternatywnej udało mu się stworzyć jedyny w swoim rodzaju zestaw dźwięków, który na długi czas zapadnie w pamięci słuchaczy. Panie i Panowie, oto „Lovely Fear”, czyli niekończąca się opowieść.

Po kilku odsłuchach traktuję płytę Daniela Blooma jako swoistą, niekończącą się opowieść o tytułowym ukochanym strachu. Zastanawiające jest to, z jaką płynnością i naiwnością obecny utwór przechodzi w następny. Pojawiające się na krążku leniwe melodie nigdy nie smakowały tak wybornie. Okazjonalne echo starego, dobrego disco zaprasza nasze nogi do finezyjnego tańca. Każdy dźwięk na krążku jest drobiazgowo zaplanowany i nie ma tam miejsca na przypadek. Tę sumienność i swego rodzaju muzyczny rygor cenię sobie bardzo wysoko.

Muzyczna odyseja z Bloomem i jego przyjaciółmi to podróż pełna przyjemnych syntezatorowych niespodzianek. Na pierwszy plan wysuwa się zaproszona do wspólnego projektu charyzmatyczna Gaba Kulka. Utwór „How We Disappear” jest definicją rozmarzonego synth-wave’u. Kosmiczne sample, które nieregularnie pojawiają się w tej kompozycji jeszcze bardziej potęgują elektroniczną błogość i zapraszają do dalszej wyprawy. Kolejna stacja to singiel promujący wydawnictwo – „Katarakta”. Kompozycja okraszona jest niecodziennym i mrocznym wokalem Meli Koteluk oraz równie zastanawiającym teledyskiem. Mocno ucharakteryzowane postacie, dużo grozy i smutku. Obraz i dźwięki tworzą ostatecznie doskonały klimat dla całości „Katarakty”.

W tym miejscu historia zmienia nieco swój tor. Kolejny bohater, który w nieszablonowy sposób będzie opowiadać nam dalszy ciąg opowieści to Tomasz Makowiecki. W elektronice odnalazł się wyjątkowo dobrze, dlatego też, gdy dowiedziałem się, że Bloom i Makowiecki znów połączą swe siły (na krążku „Moizm” Daniel Bloom wraz z Józefem Skrzekiem współtworzył „Dziecko Księżyca”), poczułem pewność, że z tego spotkania znów urodzi się coś znakomitego. Nie pomyliłem się. Mimo, że utwóry „Heartbreakers” i „Addicted” są totalnymi przeciwieństwami, mają w sobie niebiański nastrój panujący na debiutanckiej płycie Makowieckiego. Nostalgia panująca w „Addicted” przedzierająca się przez eteryczną wariację w „Heartbreakers”. Duet doskonały, zarówno jeśli mowa o emocjach, jak i o samych artystach.

Powoli zbliżamy się do końca całej historii. Ponownie nadszedł czas na kobiecy akcent, tym razem w postaci Iwony Skwarek, czyli piękniejszej połowy poznańskiego duetu Rebeka. Ich znak rozpoznawczy to klimat jednocześnie taneczny i melancholijny, elektronika minimalizmu oraz przepych instrumentalnego afektu. Kawałek „Lovely Fear” to kolejny strzał w dziesiątkę. Początkowy sampel deszczu odbijającego się o szybę okna, który idealnie odzwierciedla obecną porę roku, przeradza się w żywe, syntezatorowe tempo – nogi znów uciekają na parkiet.

Natomiast „Lemon Smile”, czyli ostatni rozdział przygody z „Lovely Fear”, to oprócz frapującego, modularnego synthu, ciekawa operacja przeprowadzona przez zastosowanie zdecydowanej i wzmocnionej elektronicznej perkusji. Kawałek jest wspierany wokalem tajemniczej Marsiji, która na swoim koncie ma wspólne projekty z takimi artystami jak Smolik czy Novika.

W końcu doczekałem się godnej płyty na polskim rynku muzycznym w kategorii z pogranicza retro i synth wave. Nie boję się stwierdzić, że estetyka „Lovely Fear” stoi na poziomie światowym. Pierwszy producencki album Daniela Blooma to wyraźny znak, że syntezatory analogowe i modularne to nie bezduszne maszyny, tylko instrumenty, w których drzemie ogromny potencjał. Potencjał niezrównanej palety emocji oraz namiętności.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here