Fall Out Boy

Fall Out Boy jest jak Nutella – wszyscy ją lubią, każdy spróbuje, ale przy zbyt dużej ilości potrafi wywołać u niektórych mdłości. Używana głównie przez nastolatki z przedziału 20< w trudnych chwilach, wraz z lodami w postaci My Chemical Romance i ciastek jako Green Day. Mniam.

I choć trochę szydzę we wstępie ze wszystkich pop punkowych (swoją drogą jest to bardzo obraźliwa nazwa) zespołów, to każdego z wyżej wymienionych zdarza mi się słuchać z nastawieniem właśnie na Fall Out Boy. Jako jedyni trafiali w moje zapotrzebowanie na „cukierkowy” punk spod pięćdziesięciu gwiazd – czy to do playlisty do biegania, czy szybkiej sesji w FIFIE. I choć teraz już są bardziej pop niż punk, wciąż zdarza mi się wrócić do nich i pobujać nogą. W ciemności. W piwnicy. Na pustyni.

American Beauty/American Psycho to kolejny krok w założonej przez zespół drodze. Drodze, która prowadzi do pierwszych numerów list przebojów obok Imagine Dragons i Maroon 5. Amerykanie na AB/AP kontynuują to, w czym byli do tej pory najlepsi – tworzenie szalenie melodyjnych i chwytliwych utworów polegających na zabawą z gitarą, perkusją i elektroniką. Wszystko to w nowoczesnym i radiowym wydaniu, które chciałoby się słyszeć częściej.

Każdy kawałek to niemal osobny singiel – i w sumie z tym nie żartuję, gdyż z jedenastu utworów na płycie, już sześć jest osinglowana. Nikogo to jednak nie dziwi. Ponownie dostajemy niczym nie skażony kawałek materiału o wielkiej sile rażenia swoim pop-rockowym jądrem, do którego można nagrać patetyczny teledysk. Jednak słowa te są już spóźnione. Wystarczy przypomnieć sobie album Save rock and roll został w całości zobrazowany. Tak – jedenaście klipów, do każdej piosenki. Jak mówi polski mem – mają rozmach.

Każdy refren to nowa przyśpiewka filmu o walce ze samym sobą, czy o obniżenie cen paliw. Czy to Fourth of July czy też Favorite Records, ich środkowa część sprawi, że ludzie z paraliżowanymi kończynami zaczną bujać nogą. Do tego niesamowite Centauries, której jest najbardziej „staro Fall Out Boyowe” w swojej stylistyce. Jestem pod wrażeniem.

Muszę przyznać, że nawet, jeśli chciałbym się do czegokolwiek przyczepić, to nie mam za bardzo do czego. Mój jedyny zarzut to dość podobne brzmienia niektórych utworów w stosunku do wszystkich poprzednich płyt.  I jeszcze może miałem nadzieję, że będzie bardziej psycho niż beauty. Jednak w kategorii pop punk nie mają sobie równych i zjadają wszystkie Paramory czy Simple Plany na starcie. Sto procent komercyjnego, ale równocześnie, dobrego, brzmienia, do którego nie jest wstyd się przyznać. Przynajmniej ja się nie boję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here