O.S.T.R

Jest to najtrudniejszy w ocenie album Adama w ostatnich latach. Reklamowany jako najbardziej dojrzały, od serca „zbieranina wszystkich doświadczeń”. Nie powiem – jest to dość odważna deklaracja, nawet jak na O.S.T.R.’ego Osobiście od czasu genialnego Jazz, dwa, trzy i Tylko dla dorosłych czułem tendencje spadkową. Nie były to albumy złe, skądże. Były one jednak nie dla mnie. Teraz Adam wraca do swojej życiowej podróży, aby przekazać nam mnóstwo swoich myśli na bitach złożonych również z doświadczenia szkół i autopsji. Chodźcie.

Chciałem napisać, że Ostry dorósł, jednak byłoby to naciągane i bez sensu. Zawsze był dojrzałym, pewnym siebie i swoich umiejętności facetem, który robił swój rap na mieście. I prawdopodobnie jest najbardziej życiowo w całej jego karierze. Oczywiście, nadal słowem kluczem w wielu tekstach jest „Bałuty”, jednak po tych wszystkich płytach nie przeszkadza mi to, a nawet uznaje to za bardzo uroczy i spory przejaw lokalnego patriotyzmu. Mnóstwo wspominek o Łodzi masz tu jak w banku.

Deklaracja składana, iż będzie to najbardziej życiowa i „prawdziwa” tekstowo płyta okazała się stuprocentową, ostrą jak tabasko prawdą. Dostajemy tytułową podróż zwaną życiem w klimacie lekkiej, inteligentnej nostalgicznej podróży. Wystarczy zapoznać się z czołową pozycją, aby zobaczyć wyraźną wędrówkę. Adam wpakował w trzy zwrotki większość swoich krążków, czy największych numerów. Myślę, że nie jest to czas wspomnień i podsumowań tylko dla niego, ale dla każdego z nas, który chce nazywać się fanem, gdy oczami rysuje mu się sytuacja, w której słuchał każdą płytę, czy utwór omawiany w zwrotce. Uważam to za istne dzieło tekstowe, które uruchamia więcej części mózgu niż Incepcja, a gruczoły łzowe niejednokrotnie mogą zatańczyć ze wzruszenia. Podróż zwana życiem trafiła do mnie jako jedna z nielicznych tak mocno, że stawiam ją obok dwóch Fanów VNMa i Za bardzo Bisza na pozycji moich emocjonalnych klasyków.

Adam stał się poważnym ojcem, mężem, członkiem rodziny. To właśnie widać w jego tekstach. Całe Post Scriptum to litanie do najważniejszych osób w życiu rapera, wyrażający obawy dotyczące jego życia i przyszłości. Wszystko przekazane nienachalnie i prawdziwie. Czuć szczerość i chęć przekazu. To samo tyczy się Hybryd. „Nikt nie bierze na poważnie ciebie jeśli robisz rap” – wyznanie doświadczonego człowieka, który poświęcił się dla muzyki, teraz robi to nie tylko dla niej, ale i rodziny. Być może zbyt proste, być może mało odkrywcze, ale nawinięte z pasją i na bicie, który samodzielnie rozjechałby połowę sceny, stąd do Kartaginy.

Mógłbym spędzić jeszcze pięć akapitów rozpisując się nad niesamowitością tekstów, jednak przyzwyczailiśmy się do tego, że Ostry nie częstuje nas pustą gadką o ciężkim życiu i laskach. Polecam rozsiąść się wygodnie z tekstami i śledzić każdy utwór po kolei, a znajdziesz wiele pięknych, choć czasem prostych i bezpośrednich prawd. Być może tylko dla dorosłych.

W końcu każdy track ma dla siebie miejsce – instrumentale stworzone jako Killing Skills w tandemie mają swoją własną przestrzeń i pozwalają rozbrzmieć nawet osobno. Wszyscy wielbiciele dawnych bitów Ostrego będą usatysfakcjonowani. Płyną czystko, idealnie wpasowując się w klimat wspomnień, nostalgii i przemyśleń, nie rujnując ani trochę flow, pozwalając snuć Adamowi refleksje bez ograniczeń. Dźwiękowa, osobiście, najlepsza płyta od czasu Jazz, dwa, trzy. 

I tak jak na początku nie miałem pojęcia, co chcę napisać, co myśleć, ani jak zacząć, tak teraz czuję, że napisałbym dwa razy tyle, a nadal nie skończyłbym zastanawiać się nad całością. Jedno jednak jest pewne – na taką płytę czekałem od dawna. Bardzo podoba mi się taki O.S.T.R. – rażący swoimi przemyśleniami przez bity z dokładnością co do milimetra, grający jazz w wolnych chwilach. Poświęć więc więcej niż trzydzieści minut z życia i przyjrzyj się bliżej. Ale co ja tam wiem – przecież ja tu tylko sprzątam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here