OSTR

To, że Adam wyda płytę w okolicach lutego i marca było bardziej pewne niż to, że Polska spadnie w rankingu FIFA. To jest pewna stała we wszechświecie, jak fazy księżyca czy nowy sezon Mody na Sukces. Jednak to bardzo dobrze. Zawsze dostajemy nowy album, który różni się od poprzedniego. Tym razem też tak jest. Stała pozostaje stała.

Ostry lubi zapraszać rożnych ludzi do swoich projektów. I tu muszę przyznać, że jako wielki fan Jazz, Dwa, Trzy, średnio to lubię, chyba, że omawianym kimś jest Emade. Hades mi nie podpadł, a Tabasko to już nie to samo. Dlatego też obawiałem się, co wyjdzie z współpracy z kanadyjskim producentem. Muzyka z Kanady w dzisiejszych czasach niekoniecznie musi się kojarzyć zbyt dobrze.

Trudno jest oczekiwać czegokolwiek od Ostrego. Rządzi się swoimi prawami i wie, co chce robić. Kartagina kipi od pomysłów. Zarówno od strony muzycznej, czyli działki Marco Polo, jak i tekstowej. Są pomysły, co nie znaczy, że wszystko jest takie piękne. Muszę przyznać, że Ostrowski powoli zaczyna mnie irytować swoimi tekstami. Rozumiem, że patriotyzm lokalny jest w cenie. Że nie zapomina się skąd się przychodzi, ale powtarzanie w każdej piosence, że jest się z Bałutów nie jest takie pożądane i każdemu, kto policzy ile razy na całej płycie padają słowa Łódź i Bałuty, należy się szacunek.

Za to pozytywnie zaskoczyła mnie muzyka. Marco to naprawdę solidny producent, który każdemu stworzy bit mordercę. Niesamowicie wysoki poziom słuchać przez całą płytę. Być może, słychać czasem nadmiar wszystkiego, lecz to tylko pojedyncze przypadki. Po HAOSie, który mnie niezmiernie irytował, to bardzo dobra odmiana i, muszę przyznać, będę zadowolony, gdy usłyszę go jeszcze raz na którejś z płyt (ale najpierw Emade!)Inna sprawa to tematyka tekstów, która już powoli się nudzi. Uwidacznia się trochę sprawa, że na polskiej scenie hip-hopowej jest sporo raperów, którzy są dobrzy, a nawet stają lepsi. Znajdzie się kilka perełek, jak „Długi czy Żywy i martwy”, lecz to wciąż za mało. Trochę tęsknię za Ostrym z „Ja tu tylko sprzątam” czy nawet Jazz Dwa Trzy. Sprawy codzienne stają się nudną prozą życia i mam jej dość.

Jak zwykle dostajemy również bogatą wersję CD – i to bardzo tanio. W cenie 30 złotych, nawet w Empiku, dostajemy wypasiony box, który, jak zawsze, trzyma wysoki poziom zawartości. My jednak nie wiemy. Za mało zarabiamy na reklamach, aby sobie kupić. Słuchamy na Spotify.

Jednak czuję, że jest lepiej. Najlepsza płyta od czasu „Jazz, Dwa, Trzy”. Ta nazwa pada tu po raz trzeci, ale to po prostu z miłości do niej. Ostatnie dwa lata zaniedbałem Ostrego, a on mnie. Teraz do siebie wracamy. Obym w przyszłym roku mógł powiedzieć, że jestem z nim w stałym związku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here