10 najlepszych polskich płyt

Kortez w błyskawicznym tempie wspiął się wraz ze swoim debiutem na wyżyny polskiej sceny muzycznej. Poruszający wokal, romantyczny minimalizm oraz dorosłe melancholijne przesłanie wypełniają „Bumerang” od początku do samego końca. Wszystko to z autentyczną szczerością i bez sztucznego zadęcia w dość kameralnej odsłonie, której mogliby pozazdrościć nawet ci najwięksi. Klasa sama w sobie.
– Agnieszka Olk

Corridors Baasch

Baasch zaskakuje za każdym razem – lirycznością, klimatem, barwą głosu oraz brzmieniem przesiąkniętym surowością, poetyckością i romantycznością jednocześnie. Miejscami nierówna, czasem dziwna, jednak na sposób bardzo przyjemna płyta, która powinna zainteresować wielbiciela muzyki spod znaku ciemnej strony dźwięków. Baasch zaskoczył mnie i choć wątpię, że będę często wracał do jego twórczości, to z pewnością zapadnie w mojej pamięci. Przede wszystkim jego niesamowity klimat, który zbudował nam w swoich „korytarzach”.
– Jakub Kranc

RemikJAAA!

Po trzech latach intensywnej pracy w studiu nagraniowym, Kamil Pater, Marek Karolczyk i Miron Grzegorkiewicz zaserwowali nam zaskakującą dawkę potężnej elektroniki, która absolutnie nie bierze jeńców. Soczyste oraz nieoczywiste dźwięki wraz z analogowymi syntezatorami tworzą niezwykle spójny i przede wszystkim świeży materiał, aspirujący do miana majstersztyku stworzonego w szpitalu psychiatrycznym.
– Agnieszka Olk

Don’t Kiss And TellBokka

Druga płyta jednego z najbardziej tajemniczych polskich kolektywów to apel i manifest, że zespół nie ma zamiaru pozostać w ramach, jakie nadał sobie wraz z wydaniem debiutanckiego krążka. Na „Don’t Kiss And Tell” znajdujemy nadal sporą dawkę magicznego synthpopu, lecz nie dajmy się temu zmylić. Nowa Bokka obfituje w aranże pełne cięższych gitar, które w zupełnie inny sposób malują ich enigmatyczny obraz. Synteza oderwanego od rzeczywistości dreampopu i surowego brzemienia elektrycznych gitar, czyli Bokka, na jaką nawet nie czekaliśmy.
– Jan Pawlicki

OrnetaKamp!

Można powiedzieć, że „Orneta” to największa i niespodziewana przez nikogo niespodzianka minionego roku. Tomek, Michał i Radek niemalże bez żadnej wcześniejszej zapowiedzi dali nam album pełen wielu różnych zaskoczeń i muzycznych skrajności, które nijak mają się do naszych oczekiwań związanych z ich świetnym debiutanckim krążkiem.

Druga płyta łódzkiego tria to niezwykła podróż po najciaśniejszych zakątkach elektronicznych brzmień, pełna tysiąca różnorodnych inspiracji, potrafiących całkowicie oderwać nas od otaczającej rzeczywistości.
– Mateusz Jasnowski

Smolik / Kev Fox

Biorąc do rąk wspólny album Andrzeja Smolika i Kev Foxa wiedziałem tylko jedno: to nie może się nie udać. Dwóch doskonałych muzyków stworzyło bowiem materiał będący silnie działającym lekiem na wszelkie kompleksy odnoszące się do polskiej sceny muzycznej.

„Smolik / Kev Fox” to wybitny owoc współpracy doskonale rozumiejących się artystów, dzielących się z nami swoją wrażliwością, doświadczeniem i muzycznym kunsztem. Najbardziej wykwintny owoc do relaksującej degustacji na spokojne, ciche wieczory.
– Paweł Kowalik

…niczym jak liśćmi
Patrick the Pan

„…niczym jak liśćmi” to jesienny, głęboki koszyk, do którego sięgamy po melodie wrażliwe oraz teksty uderzające, nowoczesne i ponadprzeciętne. Podczas trwającej niespełna pięćdziesiąt minut przygody, spotykamy się z wielowątkowością fabuły albumu, jaka panuje na drugiej płycie muzyka z Krakowa. Piotr Madej zaserwował swoim fanom płytę świadomą, dojrzałą, nieprzypadkową.
– Jan Pawlicki

In Awe
Oxford Drama

Ciężko wyobrazić sobie lepszy debiut. Mogłoby się wydawać, że polska scena muzyczna przeżywa delikatny przesyt electropopem. Nic jednak bardziej mylnego. „In Awe” to prezent w postaci elektronicznej rześkości oraz powiewu świeżej fali dźwięków, który bez wątpienia na stałe znajdzie miejsce w muzycznych gustach słuchaczy. Nie tylko polskich słuchaczy.
– Jan Pawlicki

Lovely Fear
Daniel Bloom

Daniel Bloom swoim debiutanckim albumem pokazał, że elektronika może posiadać duszę. Piękną duszę. „Lovely Fear” zabiera nas w miejsce niewyrażalnej intymności muzyki, charakteryzującej się szerokim wykorzystaniem niedocenianych syntezatorów analogowych. Na dokładkę dostajemy wspaniały prezent w postaci znakomitych gości takich jak Gaba Kulka, Mela Koteluk, Iwona Skwarek, Marsija, Jon Sutcliffe oraz Tomek Makowiecki), którzy okraszają dzieło Blooma swoimi wokalami. Elektroniczne niebo.
– Jan Pawlicki

Traveler
Rysy

Miniony rok przyniósł nam wiele muzycznych zaskoczeń, które na długo nie opuszczą naszej pamięci. Jestem niezwykle ciekaw, jak to jest być dwoma nieznanymi wcześniejszej (przynajmniej szerszej publice) gośćmi, wydającymi jednocześnie najlepszy album, jak i debiut ostatnich kilkunastu miesięcy, wprowadzając także zupełnie nową jakość na polski rynek.

„Traveler” jest niczym doskonale napisana książka, której każda kolejna strona zaprasza nas do niezwykłej podróży pełnej nieoczekiwanych zdarzeń. Wszystko to z udziałem doskonałych zaproszonych narratorów w postaci Justyny Święs, Piotra Zioły i Baascha.

Po wielokrotnym przesłuchaniu albumu cisną mi się na usta takie określenia jak „sztos”, „majstersztyk” czy „muzyczna ekstaza”. I jakichkolwiek bym nie użył, Wojtek i Łukasz znaleźli sobie szczególne miejsce na moim ołtarzyku artystów, których każdy kolejny krok będzie przeze mnie bacznie obserwowany.
– Patryk Markowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here