rover

Rover jest bardzo specyficznym raperem, nawet jak na standardy polskiej sceny. Jego Odźwierny był ewidentnie jego własną spowiedzią, wygadaniem się ze swoich problemów, przez co urzekł mnie prawdziwością oraz szczerością. Wszelkie teksty o miłości czy trudnościach życia wydawały się z jego ust naturalne i jednocześnie piękne. Jednak ten Rover się skończył. Wypłakał się, czas ruszać dalej. Słowoplastyka nie jest już spowiedzą sfrustrowanego życiem rapera, ale pełnoprawnym rap albumem.

Jedno, co zawsze musiałem przyznać Roverowi, to jego ambicje i szczerość. Nigdy nie próbował „podobać się” słuchaczom, robił, co uważał i tylko zbierał przy tym fanów. Udało mu się w większym stopniu zachować ten stan rzeczy na Słowoplastyce, pomimo lekkiej zmiany kursu i uderzenia w nieco bardziej mainstreamowy rap. Wciąż jednak Rover serwuje nam innowacyjne zwrotki, charakteryzujące się życiową poezją. I to bardzo często gra do momentu, gdy nie próbuje zrobić chwytliwego refrenu. Całkowite nieporozumienie jakim jest Cartoon Network psuje się całkowicie przy monotonnym refrenie. Nie jestem pewien jaki był tego zamysł; ja czuje się zagubiony, najlepiej zrezygnowałbym z typowych refrenów i skupił się na lepszych rzeczach w wykonaniu Rovera.

A jedną z nich jest modulacja jego głosu. Matka Polka urzekła mnie swoim „za te łąki umajone” specyficznie pociągnięte w przejściu. Nikt inny nie zrobi tego w ten sposób, przez co utrzymuje swój niepowtarzalny klimat. Gdyby tak właśnie budował większość swoich utworów na płycie, słuchałoby się tego przyjemniej. Jednak dostajemy nierówny, poszarpany materiał, czasem z świetnym pomysłem np. Walking Dead Święte słowa, a czasem dostajemy utwory monotonne i ciągnięte „na jedno kopyto” jak Gdy DJ odpala lufę. W całym zestawieniu wychodzi jednak in plus. 

Patrząc muzycznie, ponownie powtarza się teza, że Rover najlepiej brzmi na produkcjach Eljota oraz O.S.T.R-ego. Niewątpliwie najbardziej pasują mi ich brzmienia do charakterystycznego głosu Rovera, jednocześnie otwierając mu różne drogi. Nic nie brzmi dziwnie i zagubienie. Muzycznie bardzo dobrze skrojony i spójny materiał.

Myślę, że nie zmieniło się za dużo w mojej głowie. Rover będzie zawsze stał w mojej świadomości jako bardzo dobry, trochę niedoceniany raper, który potrafi wysoko polecieć, jeśli da się mu do tego możliwości i wie, o czym chce nawinąć. Na tym albumie znajdziemy sporo takich wstawek. Mimo wszystko wiem, że to nie jego koniec i stać go na więcej. Dlatego wciąż czekam na coś więcej. I obym się doczekał, bo inaczej zrobię The best of ze wszystkich płyt i na pytanie: Ulubiona płyta Rovera? Odpowiem – sklejana.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here