Witam zgromadzonych. Mam na imię Jakub i jestem psychofanem Justyny Święs z czym nigdy się nie kryłem. Już dawno temu zauroczyła mnie swoim, jakże przeszywającym i umiejętnie skrojonym głosem. Dziś mój głód zostaje zaspokojony. Narkotyk najwyższej jakości. Nie jakiś półprodukt Ryso-podobny czy z Waglewskimi obok. Druga, pełnoprawna płyta. I cóż mogę powiedzieć? I’ve got another confession to make.

Zapewne rzuciła się już Wam w oczy końcowa ocena albumu. Nie jest ona adekwatna do tezy ze wstępu. I nawet nie wiecie jak bardzo mnie to boli. Niestety, nie mogę sobie pozwolić na bezpodstawne zachwyty z mojej strony. Całe szczęście, sądząc po pojawiających się opiniach innych, jestem odosobniony w mojej ocenie, zatem jeżeli Wam się spodobało – zrozumcie szaleńca. Być może miłość nie trwa wiecznie.

Przez ostatnie podboje mam wrażenie, że słyszałem Justynę już w każdej możliwej wersji i już niczym nie potrafi mnie zaskoczyć. Już z Rysami zaczęło mi brakować różnorodności iświeżości. Jej piękna maniera śpiewu zdążyła mi przez lata i projekty delikatnie wyblaknąć. Brakuje mi uderzenia, elementu zaskoczenia. Cały czas miałem wrażenie, że gdzieś już ją taką słyszałem. Oczywiście, nadal jestem pełen podziwu dla mocy jej głosu, przez coś musiałem się zakochać, jednak nie jest on już tak fascynujący jak kiedyś. Przez znaczne obarczenie klimatu na nowej płycie, Justyna musiała również sama się dostosować. Owszem, brzmi już teraz dobrze jako diwa i władczyni swojego głosu, jednak nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że pominąłem jakieś stadium przejścia, przez co brzmi dla mnie nieco sztucznie.

Zostawmy jednak moją ukochaną i skupmy się na Kubie. Dość drastycznie przekręcił i obrócił się z klimatem w stronę dość ciężkiego, melancholijnego elektropopu o tendencjach samobójczych. Wiele dobrego słyszałem o Dark Side. Że zagrał jak rasowy wyjadacz, że wspaniały popis kunsztu. Gdyby jednak ktoś dał mi wersje instrumentalną tego kawałka i zapytał kim jest jego autor, odpowiedziałbym, iż to Moderati to na dodatek w słabszej formie. Dość przestrzenne utwory, które przenikają z różnymi technikami, starając się pogodzić elektroniczną tradycje z młodzieńczym duchem. Wielkim zaskoczeniem wartym odnotowania jest za to Kocham być z Tobą. Muzycznie idealny, inteligentnie pocięty i skomponowany. Natomiast sama Justyna? Po przesłuchaniu utworu dowiecie się, dlaczego ją tak uwielbiam. Cocteau Twins naszych czasów i na miarę naszego postrzegania świata.

Świata, który tekstowo został objęty wyjątkowo urokliwie. Nie jest to jeszcze liryczna forma najwyższej próby, jednak wszystko zmierza w bardzo dobrym kierunku. Proporcja anglojęzycznych tekstów do polskich słów jest bardzo sprawna – nikt nie powinien narzekać. Do tego jakże adekwatne do założonego klimatu nawiązania jak np.”Możliwość wyspy” Houellebecqa i mamy spójną całość. Wizję młodych poszukiwania siebie.

Bardzo ciężko pisało mi się te słowa. Nie spodziewałem się tego. Zostałem jednak zaatakowany zbyt ciężką artylerią emocjonalną, zbyt głęboką. Głos Justyny nie do końca uniósł te brzmienie, a Kuba, pomimo wyraźnych starań, za bardzo rozleniwił płytę, pozwalając jej przeminąć w mojej głowie bez echa z powodu dość ciężkiego, synthpopowego wydźwięku. Niemniej „Sea You Later” ma swoje momenty. Wspomniane Kocham być z Tobą, najbardziej „staro pierogowe” Możliwość wyspy czy singlowe, pochłaniające Nie gotujemy.  Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie bardzo żałuję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here