years & years

Powoli zaczyna to być nudne, że większość dobrych debiutów pochodzi z Wysp Brytyjskich. Ich muzyka zalewa cały świat, wojując rynek i nie biorąc jeńców. Dlatego też już kilka miesięcy temu zacząłem kopać okopy, szykować prowiant i strugać włócznie, ponieważ Years & Years nie mieli zamiaru bawić się z nami w średnie płyty (choć są brytyjsko-australijscy, ale nie czepiajmy się szczegółów). Zajęli serca ludzi szybciej niż Niemcy Danię.

Szok czy nie – zasłużyli sobie na to. Swoim King oraz Take Shelter pokazali, że elektropop w ich wykonaniu naprawdę porywa i jest najwyższej próby. Kilka kolejnych singli również to potwierdziło. Nic jednak nie działa tak zatrzymująco jak pierwszy krążek. Witaj, pierwsza płyto.

Styl Y&Y na Communion dzieli się tak naprawdę na dwa typy – taneczne, elektropopowe i ruchliwe, takie jak King czy Desire, gdzie pierwszą rolę dzierży jakże wakacyjny i rześki bit oraz nieco stłamszone, trochę rozciągnięte muzycznie popisy Olly’ego – takie jak Without czy Memo. Tylko tyle lub aż tyle, bo o ile wydawać może się, iż jest to podział sensowny, minimalistyczny i zupełnie wystarczający, w całości jednak delikatnie męczy.

We wszystkich bowiem „żwawych” utworach pojawia się pewien ledwo zauważalny schemat, który trudno opisać, a powoduje on niemożność słuchania ich w jednym, nieprzerwanym ciągu. To samo tyczy się drugiej grupy. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nikt za bardzo nie przejmował się nad brzmieniem płyty jako całość. Niemniej zapominamy o tym, gdy odpalamy każdy kawałek osobno, pomiędzy innymi brytyjskimi cudami, jak choćby moje ukochane Foals czy Disclosure.

Wtedy wszystko nabiera innego znaczenia. Głos Olly’ego już nie męczy, a my poznajemy dlaczego cały świat się nim zachwycił. Jego niepowtarzalna maniera, barwa oraz czystość, która płynie i wydaje się tak łatwa, potrafi wrzucić nas do innego świata muzyki. Wokalista zrobił to samo, co swojego czasu, kolejny Brytyjczyk i jego imiennik, Olly Murs, czyli zahipnotyzował wszystkich swoim niespotykanym głosem.

A jeżeli szukaliście odpowiedniego brzmienia na tegoroczne wakacje – nie mogło Wam się przytrafić nic lepszego. Bogactwo i wyczucie dźwięku oraz jego nienaganne wykorzystanie bije po uszach i nie pozostawia nic do życzenia. Moim osobistym muzycznym faworytem jest Take Shelter w którym panowie niesamowicie bawią się w każdy możliwy sposób, tworząc kawałek, będący na przestrzeni jednego utworu jednocześnie tak różny, a zarazem spójny. To samo tyczy się, choć w nieco mniejszym stopniu, całej reszty.

Czy jest to debiut idealny? Oczywiście, że nie. Jak już wspomniałem – całość potrafi zmęczyć, nawet odrzucić. To samo z głosem Alexandra. Niemniej jest to płyta, która bardzo przybliży ich w stronę wielkiego zespołu, a wśród obecnych fanów umocni ich pozycję. Kto był na Openerze pewnie nie żałuje, kto będzie miał okazje posłuchać na żywo – zdecydowanie polecam. #paluski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here